#2 Zimno, ciemno, mokro... Czyli jak w Piekiełku wygląda jesień.



Witajcie, Diabełki! Achhh… Jakże miło wrócić we własne włości i odpocząć w zaci… Zaraz, chwila moment. Jakim znów zaciszu? Zdążyłam zapomnieć jaki tu harmider panuje *szczęśliwy uśmiech* Jak na prawdziwe Piekiełko przystało! Bardzo dziękuję Wam, kochani za aktywność pod pierwszym postem i za Wasze liczne odwiedziny. Zachęcam co prawda do komentowania, ale naturalnie nie jest to koniecznie! Po prostu chętnie nawiązałabym z Wami bardziej personalny kontakt. Dzięki lalkowemu środowisku zaczęłam bardziej doceniać wirtualne znajomości. Szczególnie, że nie mam zbyt dużo czasu na nawiązywanie ich w realnym świecie. Wrzesień był dla mnie bardzo pracowity, zresztą pewnie, jak i dla wielu z Was, a październik nie zapowiada się lepiej. Jestem po uszy zakopana w notatkach, sprawdzianach, kartkówkach, dlatego też niestety nie mam tyle czasu, ile bym pragnęła na rzeczy przyjemne, sprawiające mi niekłamaną radość. Prawdopodobnie już wspominałam, że w tym roku czekają mnie matury. Dla studentów jest to nic w porównaniu z sesjami, jednak dla mnie i dla reszty mojego rocznika jest to pierwszy tak ważny egzamin. Zdaję na nim przedmioty, które lubię i których nauka sprawia mi przyjemność, ale to nie to samo, co przyjemności „nieprzymusowe”.
Nie mniej jednak, zdjęcia do tego posta mam przygotowane już od dłuższego czasu, Jagódka i Lyssander postanowili oderwać mnie od książek i zażądali romantycznej sesji tylko z ich dwójką. To dopiero Diabełki! Nie da się jednak ukryć, że kiedy na dworze zimno, wieje i pada, to w sercach żar się nie tylko tli, ale i bucha potężnym płomieniem. Tak dla zneutralizowania deficytu Słoneczka. Raven specjalnie nie uskarżał się na swoją absencję w dzisiejszym poście, ponieważ popadł w swoisty marazm. Bidulek siedzi ze zwieszoną głową na półce i co jakiś czas spogląda w okno, jakby czekając. 


 Jagódka: A ja nawet wiem, na kogo! Ale obiecałam Lusiowi, że nie powiem, więc nie mówię. Podobno chodzi też o to, żebym nie przygnębiała braciszka, bo ten czas oczekiwania strasznie mu się dłuży i przyprawia o depresję. A ja jestem dobrą młodszą siostrą, to nie mogę mu sprawiać przykrości.
Ja: Patrzcie państwo, jaka troskliwa się znalazła!
J: Lulu, bo się rozmyślę i jednak powiem!
Ja: To nie dostaniesz sukienki, krótka piłka prycha, przyglądając się swoim paznokciom Echh... Manicure by się przydał.
J: Nie strasz, nie strasz! Ciocia Monika już ją szyje!
Ja: Ale nikt nie powiedział, że musisz ją dostać.
J: Luu... Lu, nie zrobisz mi tego, przecież do niej jest płaszczyk, wiesz, że będzie mi ślicznie i że idzie zimna jesień i zima i muszę mieć ciepłe ciuszki!
Ja: Łap ty czasem oddech, jak mówisz patrzy z rozbawieniem na czerwone policzki dynieczki No już, dobra, kompromis: Ty nie wygadujesz tajemnicy, a ja nie zarekwiruję ubranek, które jeszcze się szyją.
J: Stoi lekko naburmuszona minka

 *Achhh uwielbiam ją na tym zdjęciu, jest taka w stu procentach jagódkowa!*


A no właśnie! Póki jeszcze jestem - bo zaraz znikam i zostawiam Was w łapkach Jagódki - czekamy na parę lalkowych paczuszek! Znajdują się w nich między innymi, wspomniana już sukieneczka, płaszczyk i rajstopki od cioci Moniki z bloga: http://moniksza.blogspot.com/, wigi dla Lyssandra i Ravena oraz - uwaga, uwaga! Stało się! - na buty dla dyńkowego księcia, co by już na boso nie latał... Albo w pożyczonych kajakach!


J: Echhh... No właśnie, właśnie. Mnie sukienkę zamówiła, ale butów dla tego lekkoducha jak nie było, tak dalej nie ma. A zima ma być podobno sroga i jak ten Lucyper wyobraża sobie zdjęcia w plenerze? 

*Tup, tup, tup*

J: Och... A TO co?

 *Tup, tup, tup, tup*

J: Czyżby Lyss szedł? Bo to takie kroczki małych stópek, zresztą Rave i tak kontempluje sufit... Hmmm... Ale jakieś takie cięższe te kro... Lyssander, bój się Lucka, co ty masz na nogach!? Czy... Czy to są buty mojego brata? parska lekko śmiechem i patrzy na niego z rozczuleniem

 *Okej, z chęcią ustawiłabym ich na tapecie w telefonie, ale na razie swoje miejsce ma tam Kookie... Już niedługo, już niedługo!*

Lyssander: A no bo widzisz... Zimno mi trochę po stopach ciągnęło. A on i tak w nich nie chodził ostatnio, to mi je pożyczył, dopóki Lusiek nie sprowadzi mi własnych uśmiecha się z zakłopotaniem
J: Ty to masz czasem pomysły, naprawdę śmieje się już całkiem otwarcie i kładzie mu dłoń na policzku Jesteś absolutnie niemożliwy uśmiecha się szeroko 


L: Ale mają jeden całkiem spory plus uśmiecha się przebiegle Daj rękę łapie ją za dłoń i pociąga w swoją stronę 

 *Roz-czu-la-ją-ce!*
L: Widzisz, krasnalu?
J: Heeej! Kogo nazywasz krasnalem? Jesteś teraz wyższy tylko dzięki tym kajakom!
L: Cel uświęca środki!
J: Patrzcie, jaki mądry się znalazł!
L: Ale przyznaj, że Ci się podoba.


J: Moooże... *cmok w policzek*


*Na sam koniec, bo wyglądała tutaj, jak mały zagubiony króliczek*

#1 Przeziębiony człowiek, to szczęśliwy człowiek? Wspominki z wakacji cz.I



Człowiek przeziębiony, to nieszczęśliwy człowiek i jednocześnie człowiek, który zyskuje chociaż chwilę, na zrobienie czegoś przyjemnego, czegoś dla samego siebie. Dlatego zaczynam się zastanawiać, czy to aby na pewno taki tragiczny stan – pomijamy oczywiście ogólne osłabienie, chęć wyplucia płuc i wrażenie bycia zamkniętym w lodówce. Ja na przykład wykazuję wszystkie trzy symptomy i czuję się jakbym umierała, ale dzięki temu znalazłam czas na naskrobanie pierwszego postu na tym blogu *szczęśliwa minka*
Mówią, że złego i swoich diabli nie biorą. Bujda! Powiadam Wam, bujda i wierutne bzdury. Załatwili mnie po całości i kazali wziąć urlop od zarządzania Piekłem, że niby się przemęczam w byciu zołzowatym, bezdusznym i bezuczuciowym Luckiem. Także zarówno ja, jak i mój biały Cerber wzięliśmy sobie wolne, Piekło nieczynne, dusze potępione czekają pod bramami. Natomiast my przejdziemy do kluczowej sprawy *tajemniczy uśmiech*

*Selfie z Brego aka groźnym Cerberem musi być koniecznie*

Raven: Szybciej, Luc! To był Twój pomysł, więc się pośpiesz i rób to zdjęcie, bo czuję jak jego chuchnięcie psuje mi fryzurę!
Lu: Dzieci i ryby głosu nie mają! Siedź cicho, muszę Was dobrze złapać.
R: Nie jestem ani dzieckiem, ani rybą, ślepa.
Lu: Nosisz bluzę w pączki chrząka pod nosem
R: Mam ci przypomnieć czyj to był pomysł?
Lu: No bo razem z Lyssandrem wyglądacie w nich urooooczo rozpływa się
R: Zdjęcie, kobieto!
Lu: A tak, tak, już, ale to przestań gadać, bo wyjdziesz jak ziemniak.
R: Lucyper! 
Lu: Done! Okej, to teraz poprawimy Ci włoski i zrobimy jeszcze je...
R: Ani mi się waż wstaje i odchodzi
Lu: Hooola! Nie tak prędko! łapie za kołnierz i usadza w kolejnej pozycji



R: Nienawidzę cię nadąsany
Lu: E tam, oczywiście, że mnie kochasz. Powiedz "seeeeeer"
R: Jak jesteś głodna, to kuchnia jest tam wskazuje ręką
Lu: Nie umiesz współpracować wzdycha
R: Bo zaraz będziesz robiła zdjęcie samej ścianie
Lu: Dobra, dobra, już nie strasz

Nagadałam się, nagadałam, ładny wstęp zrobiłam, a nawet Was należycie nie przywitałam! (Napoje i przekąski znajdziecie gdzieś tam w rogu, częstujcie się, zero krępacji!) Chciałabym Was wszystkich serdecznie powitać na moim pierwszym lalkowym blogu! Po roku biernego lalkowania postanowiłam spróbować swoich sił w prowadzeniu lalkowej strony, w nadziei że zmobilizuje mnie to do częstszych sesji moich szkrabów *zawstydzony uśmiech* Naoglądałam się całej masy różnych blogów, mam nawet swoje ulubione, także w niedługim czasie pojawi się zapewne zakładka z linkami, abym mogła się nimi z Wami podzielić *szczęśliwa* 

 R: Skąd tyś wygrzebała to zdjęcie? I... Kiedy ty je w ogóle zrobiłaś, ja się pytam?
Lu: No bo... No wyglądałeś tak męsko i dojrzale... Zupełnie jak nie ty wyszczerz
R: Prosisz się o krzywdę rzuca się i czochra włosy
Lu: Dobra, dobra, dobra! Poddaję się, żartowałam, ogar, ogar, Rave! odczepia łapki od swojej głowy i poprawia włosy Nie wiem o czym czy też o kim myślałeś, mam wrażenie, że o Niej, więc jak już z nami zamieszka, to pokażę jej to zdjęcie przebiegły uśmiech
R: S-spadaj rumieni się


Z takich spraw organizacyjnych (obiecuję, że zaraz przejdę do właściwej części wpisu!) oprócz zdjęć mojego stadka będą się tu pojawiały również zdjęcia mniej lalkowe, bardziej „artystyczne” – nie, nie, nie, nie umiem w profesjonalną fotografię, mam do dyspozycji jedynie aparat w telefonie, chodziło mi o zdjęcia moich bazgrołków – oraz wpisy bardziej literackie, ponieważ niedługo zagości u mnie nowy członek mojej lalkowej familii. Zacznę wówczas publikować tutaj historię dwóch z moich podopiecznych, jeżeli nie będzie Wam to przeszkadzało *nadzieja w oczach*
No dobrze… Wydaje mi się, że to wszystko, co chciałam Wam dzisiaj przekazać, jeżeli coś jeszcze mi się przypomni, to się przypomni i gdzieś tam to dopiszę, a póki co przejdźmy do właściwszej części wpisu *podekscytowana*
Siedząc w domu, z termometrem pod pachą, totalnym osłabieniem organizmu – no bo niech ktoś mi spróbuje wmówić, ze 35,5⁰ to normalna temperatura ludzkiego ciała! – zebrało mi się na wspominki z wakacji, pięknej pogody, którą miałam na wyjeździe i tego jak wspaniały czas spędziłam tam z przyjaciółką. Bogowie, jak ja tęsknię za czasem, który tam spędziłyśmy! W tym roku nie ruszałyśmy się zbyt daleko, ponieważ pojechałyśmy do Lichenia. Nie, żadnej pielgrzymki nie odbyłyśmy, chociaż za to, ile pieniążków wypływa z naszych portfeli na lalkowanie, na Golgotę powinnyśmy na kolanach wchodzić, prawdę powiedziawszy. W każdym razie, przyznaję z ręką na sercu, że nawet dla kogoś mało pobożnego, odwiedzenie Sanktuarium w trakcie pobytu w Licheniu to absolutny obowiązek. W mojej wakacyjnej podróży towarzyszył mi tylko Raven i nie ukrywam, że jego będzie dzisiaj tutaj najwięcej. Obydwoje byliśmy zupełnie zauroczeni ogrodami i bazyliką, i z pewnością jeszcze tam pojedziemy, zważywszy na spokój, jakiego tam doświadczyliśmy.



Na podwórku przed domem, w którym mieszkaliśmy przez tydzień razem z przyjaciółką, naszymi lalami, jej mamą i bratem - całkiem gromadny skład mieliśmy - stała fantastyczna huśtawka ogrodowa. Pod wieczór, po powrocie z plaży często spędzaliśmy tam trochę czasu, najpierw pijąc kawę i jedząc ciasteczka kawałek dalej (na schodach stał stolik i dwa krzesła) a później graliśmy w badmintona lub odbijaliśmy piłkę, a kto nie miał na to ochoty po prostu siadał na huśtawce i dopingował resztę.




Zauważyłam, że zrobiłam sporo zdjęć Ravena w otoczeniu kwiatów czy też ogólnie roślin, ale nic nie poradzę na to, że kwiaty zwyczajnie mu pasują i ładnie się ze sobą komponują.




O proszę bardzo, a nie mówiłam? Bardzo mi się podobało to morze czerwonych kwiatuszków, Raven usadzony między nimi, ze swoimi niebieskimi oczyma, czarnymi włosami i jasną cerą, achhhh… Moja potrzeba estetyki w tamtym momencie naprawdę została zaspokojona. Wyglądał tam zupełnie jak duszek!



Tutaj szczególnie, niestety takie to zdjęcie wyszło prześwietlone, że wygląda zupełnie jak zjawa, ale nadal je lubię.




 Lu: Och! Aż tak słońce dawało ci po oczach?
R: Nie, skąd, ta ręka to tak dla kaprysu.
Lu: Jak zwykle uroczy mruczy pod nosem Ale wyszedłeś pierwsza klasa, tak mi się wydaje.




Podobno w trakcie robienia mu zdjęć na tej fontannie za moimi plecami zatrzymało się dziecko z rodzicami i wołało „Mamo! Mamo patrz jaka lalka!” Byłam jednak tak pochłonięta ustawianiem, wyostrzaniem, pilnowaniem światła i tak dalej, że nawet tego nie zarejestrowałam. Dziecko stało tuż za mną, a ja ani go nie słyszałam, ani nie zakodowałam sobie w głowie jego obecności. Też Wam się to zdarza w trakcie robienia zdjęć?



Och, tutaj chyba Raven próbował je uciszyć. Tak się właśnie zastanawiałam dlaczego pokazuje mi, żebym była cicho *rozbawiona* Teraz wszystko zaczyna się trzymać kupy!

Yosh! Na pierwszy raz chyba wystarczy *szeroki uśmiech* Mam nadzieję, że zdjęcia Wami się podobają. W zanadrzu mam ich jeszcze na kilka postów „wspominkowych” także spokojna głowa. Myślę, że uda mi się w miarę regularnie wrzucać posty, pomimo ogromu nauki związanej z przygotowaniami do matur, które mnie czekają w tym roku szkolnym. Ale jak się człowiek porywa na rzeczy szalone w postaci pisania rozszerzenia z historii i wosu, to potem musi brać konsekwencje na klatę! Trzymajcie proszę za mnie kciuki w tym roku, powierzam się Waszej opiece. W komentarzach wrzucajcie mi linki do Waszych blogów, bardzo chętnie je odwiedzę i również pokomentuję Wasze posty! 😃 A na sam koniec, Jagódka stwierdziła, że też się chce pokazać w tym poście razem z Lyssandrem, więc nie mogłam im odmówić *rozczula się, patrząc na parkę*
 




Przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie przy niej żadnego innego Taeyanga, kiedy znalazłam Lyssandra na PullipStyle wręcz krzyczał „To ja! Mnie chcesz dla niej! Wiesz, że będziemy do siebie pasować jak nikt inny!” No i stało się, wydaje mi się, że fotografowanie par jest zdecydowanie bardzo dla mnie, to znaczy, sprawia mi to niewypowiedzianą przyjemność.

Jagódka: Ojej, to zdjęcie wygląda jak małżeński portret!
Lu: Hola, młoda damo, nie rozpędzaj się tak śmieje się
J: Ja tylko poczyniłam takie spostrzeżenie, nic więcej robi minę niewiniątka Mogłabyś je wydrukować, Duża! Postawilibyśmy sobie z Lyssandrem na komodzie, stałoby obok nas, prawda Lyssku? przytula się do jego ramienia
Lyssander: rzuca jej ciepłe spojrzenie Zobaczymy, co da się zrobić.
Lu: Wdałaś się zupełnie w swojego starszego brata mruczy pod nosem i patrzy wymownie na Ravena
R: Nie wiem o co ci chodzi.




Och, przy tym zdjęciu słyszałam jedno, głośne „Kyaaaa!” od strony fotela, na którym siedziała Shiro. Zakrywała wtedy oczy z zaczerwienionymi policzkami, tak się nimi jarała, hah ❤
 



Na kolanach ukochanej najlepiej!




Do napisania, Diabełki! Dziękuję, że poświęciliście nam swój czas i uwagę!

Allan: Święta w Rivenhall

Witajcie, kochani! Nie było mnie tutaj wieki! Ale bardzo dużo działo się ostatnio w moim życiu, między innymi studia, rozpoczęcie nowej pra...